Seszele

Wodolot Hel
Seszele
20

Views

W promieniach słońca

Seszele to prawdziwy cud tropików: tutaj każdy pragnie stać się rozbitkiem, który nigdy nie zostanie uratowany.

Między 4 a 15 równoleżnikiem leży raj: 115 wysp, z których zaledwie na 16 mieszczą się hotele. Dostęp do prądu znajduje się tu tylko na trzech wysepkach – prawie jak w gościnie u Robinsona Crusoe!

Seszele dzielą się na dwie grupy: Inner i Outer Islands. Wewnętrzną grupę wysp tworzą największe, porośnięte zielenią granitowe wyspy Mahé, La Digue i Pralin oraz duża liczba mniejszych wysepek. Na samej tylko Mahé znajduje się aż 65 plaż – jest tu wystarczająco dużo miejsca zarówno dla miejscowej ludności kreolskiej, jak i dla turystów.

Z kolei wiele wysepek z grupy Outer Islands to bezludne wyspy, niektóre z nich są jednak dostępne dla turystów. Na przykład tropikalny cud – Alphonse, gdzie mieści się wiele domków o dachach pokrytych słomą. Widok jak z obrazka!

Lekcja biologii: na żywo i w kolorze

Każdy urlopowicz powinien poznać podwodne światy Seszeli: setki gatunków ryb przepływają pośród barwnych krain imponujących raf koralowych. Słynne obiekty chętnie odwiedzane przez nurków to wraki Ennerdale czy Brissare Rocks. Ale podwodne życie i bez zatopionych statków jest wystarczająco ciekawe i stanowi wspaniałą lekcję biologii na żywo. Mieszkańcy morza, tacy jak duże ryby z gatunku strzępielowatych, napoleony czy świecące krewetki, przemykają pomiędzy barwnymi koralowcami, które kołyszą się łagodnie w równomiernym rytmie wyznaczanym przez prądy morskie.

Turystyka masowa nigdy nie zawitała na Seszele. To raczej miejsce, gdzie czasem można spotkać na plaży nieliczne spacerujące pary i gdzie zakochani biorą ślub pod palmami. Zwłaszcza w godzinach porannych na plażach nie ma żywej duszy. Wtedy każdy pragnie stać się rozbitkiem, który nigdy nie zostanie uratowany z tropikalnego raju.

Koniecznie odwiedź … Wyspy Wielkanocne

Wyspy Wielkanocne znane są przede wszystkim dzięki Moais. Patrzące w dal kamienne posągi wznoszą się ku górze, a ich wysokość dochodzi do 10 m. Monumentalne figury są symbolem owych wysp leżących na Pacyfiku. Dziś nikt dokładnie nie wie, jaką funkcję mieli niegdyś pełnić milczący strażnicy. Lecz dlaczego Wyspy Wielkanocne noszą taką właśnie nazwę? Przyczyna nie jest zbyt oryginalna: w 1722 r. Holender Jakob Roggeveen z polecenia Zachodnioindyjskiej Kompanii Handlowej zatrzymał się na małej wysepce. Ponieważ miało to miejsce w Niedzielę Wielkanocną, wyspa otrzymała nazwę upamiętniającą dzień jej odkrycia.

18 godzin lotu, 14 godzin w raju

Godziny 1-9: Wielkie zdumienie

Przygoda zaczyna się pewnego deszczowego piątku. Po pracy spieszymy wraz z lekkim bagażem na lotnisko, gdzie wielokrotnie tłumaczymy zdumionej obsłudze, iż naprawdę pragniemy spędzić na Seszelach tylko jeden dzień. Po dziewięciogodzinnym locie, trzech odprężających filmach obejrzanych na pokładzie i dwóch posiłkach lądujemy w raju.

Godzina 10: Nareszcie u celu!

Przyjmują nas uprzejmi, pogodni mieszkańcy Seszeli, ubrani w tradycyjne szaty, z kwiatami we włosach. Witają nas koktajlami kokosowymi i pachnącymi wieńcami orchidei. Odświeżamy się przy pomocy chłodnych, perfumowanych chust, po czym wsiadamy do specjalnego busa, który ma nas powieźć ku jednodniowej przygodzie. Odprowadzają nas zdumione spojrzenia pozostałych urlopowiczów.

Godziny 11-12: W sercu wyspy

Nasz minibus przedziera się przez tropikalną dżunglę, wioząc nas w góry. Przy drodze rosną drzewa cynamonowe, trawa cytrynowa i owoce karamboli Udajemy się do źródła lokalnej kultury – małej osady stanowiącej niegdyś schronienie dla wypuszczonych na wolność niewolników. Jako iż pora jest wczesna, możemy zaobserwować przesuwające się w dole pasma mgły, które spowijają miejscowość i nadają jej niemal mistyczny charakter.

Przewodniczka obszernie opowiada o miejscowej faunie i florze, pokazując nam m.in. osobliwe smocze drzewa, które po nacięciu wydzielają czerwoną ciecz. Później udajemy się z powrotem na dół, kierując się w stronę plaży.

Godzina 13: Jesteśmy w raju!

Niewielka zatoczka, którą okalają lasy namorzynowe, palmy kokosowe i paprocie. Mały barek wodny – istna kwintesencja południowych światów. Chatka Robinsona nie mogła wyglądać inaczej: piaszczysta podłoga, płatki kwiatów na stole z grubo ciosanego drewna, widok wprost na niekończące się morze. Kiedy o brzeg rozbijają się fale, czujemy na twarzach drobne kropelki piany morskiej.

Godziny 14-18: Urlop!

Sympatyczna przewodniczka prowadzi nas prosto do obfitego bufetu, gdzie możemy napełnić wygłodniałe żołądki. Ostatni posiłek w samolocie wydaje się być odległą przeszłością. Przed nami leżą grillowanie południowe ryby w rozmaitych wariantach, ryż, mięso kurczaka i egzotyczne owoce.

Po posiłku relaksujemy się intensywnie. W końcu trzeba wykorzystać każdą minutę tego niezapomnianego dnia. Tak mija popołudnie. Jeszcze tylko kąpiel w morzu i już zaczyna się ściemniać. Nadszedł czas na kontynuowanie wyprawy. Celem jest Plantation Club Hotel – ostatnia stacja na trasie naszej podróży.

Godziny 19-22: Hotel bez noclegu

Hotel otoczony jest rozbudowanym, przestrzennym parkiem. Droga busem do głównego budynku zajmuje prawie dziesięć minut. Czas pozostały do uroczystej kolacji spędzamy, przechadzając się po ośrodku hotelowym. Spacer nasz kończy się w okolicy restauracji.

Bufet oferuje praktycznie wszystko; niektóre potrawy dalece przypominają kuchnię azjatycką. Spożywamy sushi, nasi goreng i wieprzowinę przy dźwiękach znanych amerykańskich szlagierów, śpiewanych przez hotelowy zespół muzyczny.

Godzina 23: Zakończenie wieczoru pod gwiaździstym niebem

Jest ciepła noc, nad nami świecą gwiazdy. Wypijamy ostatniego drinka i godzimy się z faktem, iż ten piękny dzień właśnie dobiega końca. Jakże chętnie zostalibyśmy dłużej aby popływać jeszcze w morzu i poleżeć na plaży. Lecz nasz urlop trwa niestety tylko jeden dzień.

Godziny 24-32: spanie, spanie, spanie

Odprawa i załatwianie formalności na lotnisku idą zdecydowanie zbyt szybko. Znów siedzimy w samolocie i spoglądamy w dół, ku migoczącym światełkom wyspy. Pomału ogarnia nas zmęczenie – w końcu od prawie 40 godzin jesteśmy na nogach. Z zadowoleniem odwracamy się na bok i śnimy o naszych 14-godzinnych wakacjach w raju.

Inne wpisy o podróżach, rekreacji oraz turystyce:

Review Overview
User Rating:
0/5
(5 votes)
Written by admin